Kiedy dwa lata temu wsiadałam do samolotu, sama sobie chciałam udowodnić, że mogę przestać się bać. Kiedy samolot zaczął startować mimowolnie zaciskałam dłonie w pięści. Serce co rusz chaotycznie przyspieszało i zasychało mi w gardle. Usiłowałam nerwowo rozmawiać
w moim współpasażerem. Kiedy samolot wzbił się na wysokość, na której można już odpiąć pasy, spokój nie trwał zbyt długo. Z głośnika dobiegł głos pilota: „Panie i panowie, pojawiły się przed nami chmury burzowe. Proszę wrócić na miejsca i zapiąć pasy”. Potem samolot wszedł w turbulencje
i zaczęło nim miotać na wszystkie strony. Do dziś pamiętam to poczucie braku kontroli i gorączkową gonitwę myśli. Czułam strach i nie mogłam
go opanować.

Co Ty byś zrobiła w takiej sytuacji? Czy zanurzyłabyś się w lekturze książki lub kontynuowała oglądanie filmu, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje z samolotem? Czy wręcz przeciwnie – wyciągnęłabyś kartę z instrukcjami dotyczącymi awaryjnego lądowania i dokładnie byś ją analizowała? Obserwowałabyś czy stewardesy nie wpadają w panikę a może nasłuchiwałabyś dźwięku silników, dedukując czy nic nie przerywa ich pracy?

Twoja naturalna reakcja wobec tego zagrożenia świadczy o postawie,
którą najchętniej przyjmujesz w kłopotliwych sytuacjach. Przykładowy scenariusz podróży lotniczej jest elementem testu autorstwa Suzanne Miller, psycholożki z Uniwersytetu Temple. Na podstawie testu można podzielić biorących w nim uczestników na dwie grupy. Pierwsza to osoby wykazujące się dużą czujnością w trudnym położeniu i analizujące wszystkie  szczegóły (w tym przypadku dźwięki, zachowanie stewardes
i pasażerów). Druga grupa to osoby starające się odwrócić uwagę od potencjalnego zagrożenia. 

Te dwie odmienne reakcje na stres rzutują na odbieranie przez nas własnych emocji. Osoby, które nastawiają się na odbiór sygnałów świadczących o zagrożeniu, nieświadomie potęgują swoje reakcje. Nasłuchując i wypatrując alarmujących znaków boimy się bardziej.

Ci, którzy w stanie zagrożenia „wyłączają się” i kierują swoją uwagę na coś innego, w mniejszym stopniu zauważają swoje reakcje, dzięki czemu ich nie jest tak silny i może ulec osłabieniu. Oznacza to, że koncentrując nasze myśli na rzeczy lub czynności innej niż ta, która potęguje nasz strach, możemy nad nim zapanować.

Zostawmy już samolot. Zajmijmy się inną stroną strachu.

Strach nie znika.

Nie ma możliwości aby się go pozbyć. Wszyscy mają jakiś problem
z poczuciem własnej wartości. Obojętnie czy prowadzą firmy, zajmują wysokie stanowiska, czy zdecydowały zostać w domu i wychować dzieci. Każdy wie czym jest lęk i niepewność. A jednak niektórzy wprowadzają swoje plany w życie i realizują marzenia. Czy boją się mniej? Niekoniecznie. Oni działają POMIMO STRACHU. Starają się swoje lęki i wątpliwości przezwyciężyć na tyle, by robić swoje. 

Czego się boimy najbardziej?

Boimy się krytyki i tego, że ktoś wytknie nam niekompetencję.
Boimy się utraty pracy, choroby, rozstania, wystąpień publicznych, odmawiania i okazywania gniewu. Często boimy się dwóch sprzeczności jednocześnie – porażki i sukcesu, bliskości i samotności.  Każdy z tych lęków jest wystarczającym argumentem by zwyczajnie zrezygnować. Nie założyć firmy, chociaż masz już cały biznesplan. Odpuścić rozmowę w sprawie awansu i podwyżki, chociaż uważasz, że na nie zasługujesz.
Nie podjąć się realizacji projektu, z którym wiąże się duża odpowiedzialność. Nie zaangażować się w obiecujący związek.
Zamykamy sobie drzwi przed nosem dlatego, że ogarnia nas strach.

Aby poradzić sobie ze strachem dobrze uświadomić sobie na jego temat kilka prawd. Trafnie opisała je Susan Jeffers, psycholożka i autorka książek:  

„Dopóki się rozwijam, lęk zawsze będzie mi towarzyszył.” Umysł chce nas chronić. Strach sygnalizuje nieznane. Informuje, że podejmujemy nowe wyzwania.

„Jest tylko jeden sposób pozbycia się lęku przed zrobieniem czegoś – ruszyć się i to zrobić.” Zwykle potem okazuje się, że to, czego się boimy wcale nie jest takie, jak z początku się wydawało.

„Przedzieranie się przez barierę lęku jest w sumie mniej przerażające, niż życie w ciągłym strachu płynącym z poczucia bezradności”. 

Wszystko wskazuje na to, że kto nie podejmuje ryzyka, boi się bardziej niż ten, kto działa, nie zważając na własny lęk i niepewność. Świadomość tych faktów i działanie pomimo strachu sprawiło, że ja sama dziś z przyjemnością latam samolotem i pomimo obawy przed krytyką zdecydowałam się pisać tego bloga.

Ciebie również zachęcam do zmierzenia się z własnymi lękami.